Zakłady sportowe w Azji

Bukmacherzy azjatyccy podbijają strony europejki rynek e-hazardowy? Czy zdobędą uznania klientów ze Starego Kontynentu?

Azja to nie tylko największy, ale także najludniejszy kontynent na Ziemi. Obszar Azji obejmuje 44.5 mln kilometrów kwadratowych, co stanowi blisko 30% powierzchni wszystkich lądów. Co ważne Azję zamieszkuje blisko 4 mld 200 mln ludzi czyli ponad 60% naszej populacji. Kontynent Azjatycki jest też bardzo zróżnicowany pod względem etnicznym, wyznań religijnych czy sposobu życia. Azja jest też największym na świecie rynkiem hazardowym słynącym z zamiłowania do tego typu gier.

Azja to przede wszystkim duże zróżnicowanie pod względem popularności określonych dyscyplin sportowych. W Indiach, Pakistanie czy Bangladeszu dużą estymą cieszy się krykiet, z kolei w Chinach sportem nr 1 jest tenis stołowy zwany pieszczotliwie „ping – pongiem”. Japonia, Filipiny, Korea Płd. - w tym krajach dominują sporty uniwersalne piłka nożna, koszykówka i siatkówka. W kraju „kwitnącej wiśni” coraz popularniejszy jest także baseball. 
 
Co łączy te wszystkie kraje? Odpowiedź jest stosunkowo prosta – zakłady sportowe. Zamiłowanie do hazardu jest ogromne, nic w tym jednak dziwnego, bo skoro kontynent azjatycki jest tak bardzo przeludniony to też i adoratorów tej formy rozrywki nie mogło zabraknąć. W hazard bawią się wszyscy: biznesmeni, politycy, ale także i zwykli ludzie. To właśnie decyduje o atrakcyjności tego rynku. Co więcej ilość graczy to nie wszystko, gdyż nie brakuje osób, które stawiają za coraz większe pieniądze. Wywodzą się oni głównie z wyższych warstw społecznych. 
 
Ciekawa jest sama historia zakładów bukmacherskich w Azji. Rynek azjatycki jeśli chodzi o zakłady sportowe rozwinął się tak na dobrą sprawę w latach 90-tych. Interesujące jest to, że Azjaci nauczyli się bukmacherki od... Europejczyków. Jedną z osób - prekursorów, zatrudnionych przez firmy z tego kontynentu był Joe Suamarez Smith, ówczesny dziennikarz , absolwent Uniwersytetu Pensylwania. Brytyjczyk pracował dla bukmachera internetowego jphan.com. i wsławił się m.in. stworzeniem handicapów azjatyckich, a także w dużym stopniu przyczynił się do rozwoju zakładów bukmacherskich w Azji.

Azja to rynek nietypowy. To właśnie od bukmacherów azjatyckich pochodzą pierwsze sygnały o podejrzanych meczach. Dlaczego? Ze względu na połączenie dwóch faktów: występują tam gracze z dużą zasobnością portfela i bukmacherzy internetowi, którzy są w stanie przyjąć takie zakłady za miliony w danej walucie. Jak wiadomo, jeżeli, ktoś stawia zakład za większą kwotę rzędu kilkuset tysięcy jednostek w danej walucie, to z logicznego myślenia wynika, że powinien mieć jakieś specjalne informacje, dane na temat określonego wydarzenia sportowego. Nikt nie ryzykowałby przecież takiej puli pieniężnej grając na niepewną opcję. W większości przypadków są to więc klasyczne ustawki, czyli spotkania, których wynik końcowy jest znany nielicznym jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Nic więc dziwnego, że to bukmacherzy azjatyccy determinują to co się później dzieje na pozostałych rynkach. 
 
Problemem rynku azjatyckiego jest za to szara strefa. Bardzo dużo ludzi zakłada się w firmach-widmach, które nie są prawnie zarejestrowane na rynku. Nie oznacza to jednak, że każdy bukmacher z Azji jest nielegalny. 
 
Najbardziej znani bukmacherzy azjatyccy, którzy operują także w Europie to: Sbobet, Panbet, Dafabet, 5Dimes, Mansion, 12Bet czy 188Bet. Znacząca część z nich prowadzi wzmożoną ekspansję na rynku europejskim, zwłaszcza na terenie wysp brytyjskich. Widać to doskonale na na przykładzie angielskiej Premier League, gdzie część klubów na swoich koszulkach nosi logo i nazwę bukmachera z Azji. Nic więc dziwnego, że potężni europejscy bukmacherzy konsolidują swoje działania by nie dopuścić Azjatów do bram Europy. Wydaje się jednak, że jest to na dłuższą metę niemożliwe...